Dowiedzieliśmy się o tej trasie przypadkiem, a okazało się, że jest świetna. To około 60-kilometrowa wycieczka rowerowa Doliną Popradu, z uzdrowiska Krynica-Zdrój do zabytkowego Starego Sącza. Szlak wiedzie przez malownicze miejscowości Beskidu Sądeckiego: Muszynę, fragmentami ścieżki po stronie słowackiej, uzdrowisko Piwniczna-Zdrój, wieś Rytro ze średniowiecznym zamkiem, by w końcu dotrzeć do Starego Sącza. To prawdziwa podróż wzdłuż górskiej rzeki – Doliną Popradu, której naturalne piękno towarzyszyło nam przez dwa dni. Zapraszamy na relację z tej wyjątkowej trasy!

Swoją przygodę rozpoczynamy w Krynicy-Zdroju – jednym z najsłynniejszych polskich uzdrowisk. Do Krynicy dotarliśmy wygodnie pociągiem z Nowego Sącza, korzystając z faktu, że kursuje tędy jedna z najpiękniejszych linii kolejowych w Polsce. Sama podróż pociągiem trwa ok. półtorej godziny i jest doskonałym wstępem. Po wyjściu z pociągu musimy podjechać kawałek do centrum Krynicy i stamtąd zaczynamy zjazd Bulwarami Dietla – deptakiem nad potokiem Kryniczanka, mijając zabytkowe domy zdrojowe, a wśród nich Willę Romanówka, w której mieści się Muzeum Nikifora, znanego łemkowskiego malarza. Krynica robi bardzo pozytywne wrażenie.

Po wyjeździe z miasta jedziemy asfaltową ścieżką rowerową Velo Krynica. Trasa biegnie łagodnie w dół, wzdłuż potoków Kryniczanka i Muszynka.
W Muszynie zatrzymujemy się na dłużej. Nie planowaliśmy tego, ale jakoś tak wyszło. Najpierw odwiedzamy rynek. Muszyński rynek nie jest duży; otaczają go niskie kamieniczki i budynek ratusza, ale to bardzo przyjemne miejsce. Następnie zwiedzamy Magiczne Ogrody Zapopradzie w Parku Zdrojowym. Świetny park, w którym znajdziemy różnego rodzaju ogrody tematyczne – np. francuski, antyczny czy nowoczesny. Dalej, w tym samym parku, są stawy z łabędziami i karpiami koi, tężnia solankowa oraz mini zoo. Aż trudno uwierzyć, że wstęp jest bezpłatny – dobra robota.


Zachęceni tymi ogrodami, wspinamy się jeszcze na wzgórze, na którym znajdują się Ogrody Sensoryczne – kolejna duma Muszyny. Ze wzgórza mamy piękny widok na Dolinę Popradu, a ogrody zorganizowano tematycznie tak, by oddziaływać na różne zmysły odwiedzających.


Ogrody sensoryczne zwiedzamy tylko pobieżnie – czas nas goni. Muszyna okazała się bardzo atrakcyjnym miejscem i ciężko było stąd wyjechać! Po tej dawce zieleni i sztuki czujemy jednak przypływ energii i ruszamy dalej w drogę.
Za Muszyną przekraczamy granicę ze Słowacją i de facto dopiero od teraz będziemy jechać wzdłuż rzeki Poprad, Doliną Popradu. Rzeka Poprad zaczyna swój bieg na Słowacji w Tatrach Wysokich, przepływa przez miasto Poprad, a do Polski wpływa nieopodal Muszyny. Rzeka ma długość 174 km, z czego 113 km na Słowacji, 31 km w Polsce, a 30 km stanowi granicę polsko-słowacką. Rzeka kończy swój bieg, wpadając za Starym Sączem do Dunajca.

Jedziemy odcinkiem długodystansowego szlaku EuroVelo 11, który liczy 6550 km i jest określany czasem jako „Bestia Wschodu”. Prowadzi on z północnego krańca Norwegii do Aten przez Finlandię, kraje bałtyckie, Polskę, Słowację, Węgry i Macedonię.

Jedziemy przez kilka kilometrów po stronie słowackiej i wjeżdżamy na chwilę jeszcze do Polski, zgodnie ze szlakiem, ale można też jechać cały czas po stronie słowackiej. Za Andrzejówką znów przekraczamy rzekę Poprad i wjeżdżamy ponownie na Słowację. Kilka dni temu były obfite opady i rzeka ma podwyższony stan oraz brunatny kolor. Po przekroczeniu rzeki przez jakieś niecałe 20 km jedziemy jej lewym brzegiem po stronie słowackiej. Tutaj musicie mieć na uwadze, że po słowackiej stronie nie ma sklepów, więc zapasy trzeba zrobić wcześniej. Zaraz za mostem, w Małym Lipniku, jest restauracja, a później dopiero w Mniszku można coś kupić. Ten odcinek jest wyjątkowo malowniczy, praktycznie pozbawiony turystów i spokojnie może konkurować z nieodległym Velo Dunajec. Nasza trasa wzdłuż Popradu (licząc od Krynicy do Starego Sącza) to około 60 km raczej łatwej jazdy, ale kilka podjazdów też się znajdzie. Trasa świetnie nadaje się na jednodniowy, dłuższy rodzinny wypad – choć my jedziemy tempem spacerowym i robimy sobie nocleg po drodze, oczywiście nad rzeką.


Nazajutrz ruszamy dalej. Od rana krajobrazy na trasie są przepiękne. Szczególnie z góry widać magię okolicy. To jeden z najbardziej urokliwych odcinków całej wycieczki. Droga łagodnie wije się razem z korytem Popradu i toczymy się w przyjemnym cieniu drzew porastających brzeg. Co jakiś czas pojawiają się małe wioski, gdzie praktycznie nic się nie dzieje. Czasem jakaś krowa na pastwisku zamuczy, czasem wiatr przyniesie zapach skoszonej trawy. Świetny odcinek. To czysta przyjemność jechać na rowerze wśród takich okoliczności przyrody – jak mawiał klasyk.


I w takiej sielskiej atmosferze dojeżdżamy do Mniszka nad Popradem, gdzie odbijamy jakieś 200 metrów z trasy, żeby podjechać do sklepu, w którym kupujemy lokalne słodycze i – oczywiście – kofolę. Za Mniszkiem wjeżdżamy do Polski, do Piwnicznej-Zdroju – niewielkiego miasteczka malowniczo położonego w zakolu Popradu. To kolejne uzdrowisko na szlaku, słynące z wód mineralnych (Piwniczanka) i górskiego klimatu. My jednak nie wjeżdżamy do centrum, tylko kierujemy się do parku na Nakle, często określanego jako piwniczańskie błonia. Znajdują się tu utwardzone ścieżki spacerowo-rowerowe wśród trawników, plac zabaw dla dzieci oraz figurki zwierząt, które zamieszkują okoliczne lasy i Dolinę Popradu. Jest tu też ogromna ławka Kicarza, legendarnego olbrzyma związanego z powstaniem góry o tej samej nazwie.

Chwilę odpoczywamy, robimy pamiątkowe fotki i jedziemy dalej. Choć nie jest już tak sielsko i spokojnie jak po słowackiej stronie – pojawiają się inni rowerzyści, sporadyczne auta, więcej zabudowań – to nadal jedzie się bardzo przyjemnie. To trochę inny klimat, ale wciąż bardzo rowerowy i nadal bardzo dobry.

Po paru kilometrach dojeżdżamy do Rytra, gdzie z oddali widać na wzgórzu ruiny średniowiecznego zamku. Żeby się do niego dostać, trzeba się tylko wdrapać na to wzgórze – jakieś 100 metrów w górę – i można podziwiać panoramę Beskidu Sądeckiego. My sobie to odpuściliśmy, ale za zamkiem czeka na nas krótki, szutrowy odcinek szlaku biegnący stromym klifem tuż nad Popradem. Trasa jest zabezpieczona barierkami, bo bez nich nie każdy dałby radę tu przejechać. Za Rytrem w dalszym ciągu jedziemy wzdłuż Popradu i po paru kilometrach dojeżdżamy do Starego Sącza, gdzie kończymy wycieczkę. Zwiedzamy jeszcze stare miasto, jemy obiad na rynku i kierujemy się na dworzec autobusowy, gdzie na sporym, darmowym parkingu zostawiliśmy samochód.

Przygoda na Kole w Dolinie Popradu udała się wyśmienicie i mam nadzieję, że nasza relacja zainspiruje Was do wyruszenia tą trasą. Bez względu na to, czy szukacie spokoju natury, pięknych widoków, czy miejsca na rodzinny wypad – ten szlak nie zawiedzie Was atrakcyjnością i różnorodnością doświadczeń. Poniżej relacja wideo z trasy oraz GPX do pobrania. Pozdro!
