Donau Radweg
Rowerowa trasa wzdłuż Dunaju (Donauradweg) to jedna z najsłynniejszych ścieżek rowerowych w Europie. Prowadzi przez dziesięć krajów, od źródeł w Niemczech aż po deltę w Rumunii, a jej najbardziej znany fragment biegnie przez Austrię – i właśnie tę część postanowiliśmy pokonać z sakwami i namiotem.

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w miejscowości Enns, dokąd dotarliśmy pociągiem. Choć dzień chylił się już ku końcowi, przejechaliśmy kilka pierwszych kilometrów i zatrzymaliśmy się na nocleg w Au an der Donau. Kemping okazał się strzałem w dziesiątkę – świetnie zorganizowany, z małym portem, miejscem do kąpieli w Dunaju, domkami na wynajem i placem zabaw, co szczególnie ucieszyło młodszego uczestnika. Za tą przyjemność zapłaciliśmy 19 €.


Dunaj, druga co do długości rzeka w Europie (po Wołdze), liczy blisko 2850 kilometrów i przepływa przez aż 10 krajów. To żywa arteria kontynentu – łączy kultury, miasta i krajobrazy. Jazda jej brzegiem to jak rowerowa podróż przez europejską mozaikę.

Choć trasa nie zawsze biegnie tuż przy rzece – czasem odbija przez pola, innym razem przez małe miasteczka ale zawsze wraca nad jej nurt. Co więcej, można dowolnie zmieniać stronę rzeki, bo trasa prawie cały czas prowadzi jedną i drugą stroną rzeki. Co jakiś czas napotkamy mosty, a czasami także małe promy, które przewożą rowerzystów na drugi brzeg. To duża atrakcja i urozmaicenie!

Drugi nocleg zaplanowaliśmy w Grain, gdzie oprócz odpoczynku na kempingu odwiedziliśmy lokalne sklepy i skorzystaliśmy z miejskiego basenu – co przy temperaturach sięgających 35°C było wybawieniem. Warto wiedzieć, że w Austrii zakupy trzeba dobrze zaplanować. Małych sklepów nie ma na każdym rogu, a godziny otwarcia dla Polaka bywają zaskakujące, więc w czasie jazdy warto sobie sprawdzić lokalizację marketów i ich godziny otwarcia.

Kolejny etap doprowadził nas pod Melk – jedno z najbardziej rozpoznawalnych miasteczek nad Dunajem, znane z imponującego opactwa benedyktynów. Co ciekawe na Dunaju w Melku jest przystań, gdzie cumują takie duże statki wycieczkowe i można sobie zorganizować rejs po rzece.

Poprzedniego dnia zatrzymaliśmy się na małym kampingu przy pensjonacie a w nocy zaczęło trochę popadywać. Taka pogoda utrzymała się również do południa kolejnego dnia. Deszcz nie zepsuł nam jednak nastroju – wręcz przeciwnie – przyniósł miłe ochłodzenie.

Tak informacyjnie to na całym odcinku, którym jedziemy wzdłuż Dunaju, biegnie linia kolejowa równoległa do trasy rowerowej, więc w razie zmęczenia, kontuzji czy nagłej zmiany planów – zawsze można wsiąść do pociągu i wrócić.
Dalej wjechaliśmy do regionu Wachau, który zachwyca malowniczymi wzgórzami porośniętymi winoroślami. To tutaj produkuje się jedne z najlepszych win białych w Austrii, a także słynne morelowe przetwory. Po drodze natrafialiśmy na samoobsługowe stoiska, gdzie można było kupić lokalne dżemy, soki czy wino – wystarczyło zostawić kilka euro w puszce według cennika.


Wachau wpisane jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, nie bez powodu – widoki są jak z pocztówki, a klimat regionu niepowtarzalny. Wśród winnych krzewów spotkaliśmy Polaka, który pracuje przy zbiorach. Zdradził nam, że z powodu gwałtownych zmian klimatu, właściciele plantacji coraz częściej zastanawiają się nad zmianą profilu upraw – winorośle są bardzo delikatne i źle znoszą nawałnice które prawie co roku od pewnego czasu zdarzają się w tej okolicy .

Najmniej udany nocleg przytrafił nam się na kempingu w Rossatz. Kemping był w przebudowie – otwarta przestrzeń bez cienia i piekielny upał sprawiły, że popołudnie było trudne do zniesienia. Na szczęście była tam przyjemna plaża i mogliśmy się zanurzyć w chłodnym Dunaju. Zbudowaliśmy też prowizoryczną łódkę, a według lokalnej legendy – jeśli taka łódka dopłynie do Morza Czarnego, jej twórcy będą mieli dużo szczęścia. No to czekamy 😊

Z każdym kolejnym kilometrem zachwycały nas austriackie miasteczka – zadbane, kolorowe, spokojne. Co ciekawe, na trasie nie było tłumów – często jechaliśmy sami, delektując się ciszą i otaczającą przyrodą.

Ostatni nocleg spędziliśmy przed Wiedniem, a następnego dnia dotarliśmy do punktu startu – darmowy parkingu przy stacji kolejowej w Tullnerfeld, gdzie czekał na nas samochód.

Podsumowanie: czy warto jechać Donau-Radweg?
Zdecydowanie tak! Trasa z Linz do Wiednia to około 150 km niesamowitych wrażeń: świetnie przygotowane ścieżki, piękne krajobrazy, lokalna kultura i smaki, możliwość kąpieli w Dunaju, przepraw promowych i niespodziewanych spotkań. Można ją pokonać sportowym tempem w 1–2 dni albo – tak jak my – delektując się każdym zakrętem i biwakiem.
🎥 Zobacz nasz film z trasy a GPX do pobrania poniżej
